Przymrozki go nie zatrzymały: walka ze słodyszkiem na Pomorzu Zachodnim
15.04.2026
Podczas gdy nocne przymrozki na mogły uśpić czujność części plantatorów na północnym zachodzie kraju, najgroźniejszy szkodnik rzepaku nie zważa na pogodę i z całą mocą przystąpił do ataku. Jak pokazuje alarmująca lustracja przeprowadzona w powiecie gryfickim, walka ze słodyszkiem na Pomorzu Zachodnim właśnie weszła w najbardziej krytyczną fazę.
Słodyszek – wróg, który nie boi się zimna
Na analizowanej plantacji, gdzie rzepak jest w kluczowej fazie zwartego, zielonego pąka (BBCH 30-31), sytuacja jest znacznie poważniejsza, niż mogłoby się wydawać, patrząc na termometr.
– Pomimo, że aura pogodowa nie rozpieszcza, a lokalnie występowały nocne przymrozki nawet do -3°C, słodyszek jest w pełnym natarciu. To niezwykle myląca sytuacja. Obserwujemy po kilka sztuk szkodnika na jednym pąku, a żółte naczynia wyraźnie wskazują na przekroczenie progu szkodliwości. Co najgorsze, w tej fazie słodyszek powoduje już bezpośrednie szkody, które rzutują na przyszły plon – podgryza pręciki, które w przyszłości nie utrzymają kwiatostanów. To jest realna, dziejąca się na naszych oczach strata – analizuje nasza przedstawicielka Monika Krzywak.
Walka ze słodyszkiem na Pomorzu Zachodnim – rekomendacja
W obliczu tak agresywnego ataku i bezpośredniego zagrożenia dla pąków kwiatowych, priorytetem jest natychmiastowe zlikwidowanie szkodnika. Nie ma tu miejsca na zwłokę.
Na podstawie przeprowadzonej lustracji, specjalistka rekomenduje natychmiastowy zabieg insektycydem INAZUMA 130 WG w dawce 0,2 kg/ha. Jego szybkie i skuteczne działanie jest kluczowe, aby przerwać żerowanie słodyszka i uratować jak najwięcej pąków.
Wsparcie rzepaku w trudnych warunkach
Walka ze słodyszkiem na Pomorzu Zachodnim to nie wszystko. Niezależnie od ochrony insektycydowej, warto wesprzeć rzepak, który musi radzić sobie nie tylko z presją szkodników. Zmaga się on bowiem również ze stresem spowodowanym przez niekorzystne warunki pogodowe.
Jak podkreśla Monika Krzywak, w tej sytuacji kluczowe jest dostarczenie roślinie “zastrzyku energii”. Dlatego do zabiegu insektycydowego (lub jako osobny zabieg) warto dodać biostymulator KAISHI w dawce 2 l/ha.
– W tak trudnych warunkach Kaishi pomoże roślinie nie tylko przetrwać ten newralgiczny moment, ale również może przyczynić się do zwiększenia liczby odgałęzień bocznych. To jest właśnie inteligentne zarządzanie kryzysem – działanie, które może realnie skompensować część strat i pozytywnie wpłynąć na ostateczny plon – podsumowuje ekspertka.